XII EUROPEJSKI RAJD SYREN I WARSZAW NEKLA – PULA 25 IV - 02 V 2026
25.04.2026r godz.5.30, (nawet w wojsku pobudka była póżniej) na nekielski Rynek zaczęły zjeżdżać pojazdy biorące udział w XII Europejskim Rajdzie Syren i Warszaw Nekla - Pula. Krótką odprawę przeprowadzili organizatorzy Rajdu; Prezes KMSiW Rafał Dębicki, V-ce Prezesi Grzegorz Skwira - Komandor Rajdu (różowa czapeczka), Roman Owczarzak, Marcin Misiak (czapeczki czerwone tzw. Trampówki).
Burmistrz Miasta i Gminy Nekla Karol Balicki w towarzystwie Przewodniczącego Rady Miejskiej Gminy Nekla Mateusza Kubiaczyka oraz jego zastępcy Romana Kuszaka życzył uczestnikom Rajdu szerokiej drogi, jak najmniejszej liczby usterek i wspaniałych wspomnień ze wspólnego podróżowania.
Specjalnie przybyły z Pobiedzisk ksiądz Rafał Hordik modlitwom w intencji Rajdowiczów wsparł ich przed czekającym ciężkim wyzwaniem.
Honorowy Starter - Pan Burmistrz Karol Balicki wypuścił przybyłe załogi w drogę w nieznane i niepewne dla leciwych pojazdów trasy w kierunku Puli.
W trasie, do podzielonej na 6 grup kolumny rajdowej, dołączały pojazdy z różnych z regionów Polski by w końcu zamknąć liczbę samochodów na 41 w tym 19 Syren, 9 Warszaw, 5 Polonezów, 4 Mercedesy, Volwo Amazon, Wartburg 311, Fiat 125p, Golf 1, Cinguecento. Spokój i komfort podróżującym jak i ich pojazdom zapewniała kierowana przez Łukasza Wesołowskiego - "Wesę" laweta. Łącznie w rajdzie brały udział 102 osoby i dwa pieski; Fifi w załodze nr 1 i Laki w załodze nr 32.
Po drodze odwiedziliśmy Muzeum Motoryzacji i Techniki Zamek Topacz gdzie zgromadzono szereg ciekawych eksponatów techniki motoryzacyjnej między innymi Syrenę 100, Syrenę Sport oraz wiele motocykli. Prócz ekspozycji motoryzacyjnej znajdują się tam pomieszczenia zaaranżowane na: wakacje w czasach PRL-u z przyczepom Niewiadów, sprzętem fotograficznym i filmowym oraz scenografią z filmu "Kiepscy". Brakowało tylko Ferdka by od niego usłyszeć zdanie na temat naszych samochodów i szans pomyślnego zakończenia przez nie Rajdu. W tym miejscu należy serdecznie podziękować Zarządzającym Muzeum za zaproszenie i poczęstunek.
Ruszyliśmy w kierunku Ołomuńca niestety bez Syreny nr 25, która już na drugim z rzędu rajdzie przewidując trudy czekające ją w drodze do celu odmówiła współpracy z właścicielem. Po zatarciu silnika została zamieniona na klasowo jej obcego Mercedesa (to zdarzenie nie było ostatnią awarią tej załogi a raczej załogantki).
Zgodnie z planem dotarliśmy do Ołomuńca, by po odprawie wypocząć przed dalszą drogą w kierunku Mariboru. Poranny start, trasa ok 530 km przez Czechy Słowację, Węgry do hotelu Arena Maribor w Słowenii. O dziwo w tak długim przelocie nie zdarzyły się żadne poważne usterki w naszych bolidach mimo, że zaczął się teren górzysty. Syrenki i Warszawy poczęły dawać kierującym sygnały, że nie jest to środowisko służące im najlepiej. Pesymiści i fataliści zaczęli głosić tezę, że prawdziwe góry są przed nami. Zakazano głoszenia tych teorii w pobliżu samochodów, by nie traciły wiary w swoje możliwości. Bezawaryjne przejechanie takiej ilości kilometrów wywołało frustrację u kierującego lawetom oraz Prezesa Eksluzywnego Klubu Laweciarzy, który z nadzieją wyglądał nowych członków EKL.
27.04.2026r godz.8.15 wyjazd z Mariboru w kierunku naszej głównej bazy - Hotelu Hedera Maslinica 2 Rabac w Chorwacji. Do przejechania było tylko 310 km ale potwierdziły się przewidywania pesymistów. Ostre strome podjazdy, serpentyny, zjazdy, tunele i temp ok 25 stopni to nie są warunki które służą Syrenom i Warszawom. W tym miejscu szacun dla Syren, które uczestniczyły w Rajdzie Monte Carlo. Po dotarciu na miejsce na obręczach kół naszych bolidów można by smażyć jajka sadzone. Szczęśliwie do Rabacu dotarliśmy na tyle wcześnie, że niektórzy z rajdowiczów udali się zażyć kąpieli w morzu. Trochę to dziwne, bo plaża z kamyków (przyjemność dla masochistów) a woda o tej porze "gorąca" jak w Bałtyku. Po kąpieli można było udać się na nadmorską promenadę do znajdujących się tam lokali celem degustacji lokalnych potraw i napitków...Można było spokojnie pieścić podniebienia gdyż nasze pojazdy gotowały się do snu na wydzielonym dla nas przyhotelowym parkingu. O ich spokój oraz to co miało nas spotkać w Chorwacji w dniach następnych zadbali zamieszkujący tam Iwona i Sebastian, którzy przygotowali program naszego pobytu.
28.04.2026r godz.9.30 wyjazd do Labina, oczywiście z podjazdami, ekstremalnymi serpentynami by w końcu dojechać i zaparkować na malowniczym ryneczku. Labin, klimatyczne miasteczko z wąskimi uliczkami i rozpościerającymi się wokół pięknymi widokami. Rejon ten onegdaj był zagłębiem węglowym jednak aktualnie nie wydobywa się tam węgla. W miejscowym kościele znajduje się jedenastowieczna płaskorzezba z pierwszym tekstem zapisanym głagolicą. Następnie "ekstremalnie atrakcyjnymi" drogami pojechaliśmy do Plomina gdzie po zwiedzeniu urokliwego miasteczka zjedliśmy obiad. Następnie przejechaliśmy do czternastowiecznego miasteczka Graciśce. Przechadzka wąskimi uliczkami, wśród kilkusetletniej zabudowy, robiło niezapomniane wrażenie. Pełni wrażeń przejechaliśmy do winnicy Bazon gdzie mogliśmy zapoznać się z produkcją lokalnych trunków. Wizyta wiązała się z możliwością ich degustacji, zakupu, sprawdzenia walorów miejscowych serów i wędlin. Wspaniałe miejsce dla pasażerów naszych bolidów, kierującym pozostało jedynie wysłuchiwanie ich wrażeń po degustacji. Zrelaksowani udaliśmy do Rabacu by w integracyjnej atmosferze podsumować miniony dzień.
29.04.2026r Środowy poranek i kolejne szczytowanie dla naszych samochodów. Kierunek Svetvincenat - piękne zamczysko na szczycie góry. Przed bramą zamczyska powitał nas w gustownym stroju kapitan-gubernator zamczyska w towarzystwie elegancko ubranej niewiasty. Pięknie utrzymany zamek odkrywał swoje tajemnice dzięki opowieściom Pana Kapitana. Fascynująca historia zamku wynikająca z ciągłych konfliktów z Wenecjanami, Rzymianami w nowoczesny sposób przedstawiana jest turystom. Ze Sventvincenatu udaliśmy się samochodami do zasadniczego celu naszego Rajdu - Puli. Po przybyciu na miejsce zaparkowaliśmy pod głównym zabytkiem tego miasta - Areną. Mimo, że nasze pojazdy mają swoje lata to wiek tej budowli je przytłacza. Chodząc po Arenie i w jej podziemiach czuje się oddech odległej historii czasów rzymskich i kruchość nas tam przybywających. Udaliśmy się również do miejscowej Cytadeli - budowli militarnej onegdaj ochraniającej port i miasto. Przechadzka starymi uliczkami i nastał czas "radosnego" powrotu naszych bolidów do Rabacu. Przed hotelem Prezes Eksluzywnego Klubu Laweciarzy przeprowadził rozmowę dyscyplinującą z kierowcą lawety obligując go ponownie do spełnienia oczekiwań Prezesa EKL.
30.04.2026r Już poranek wyjazdu z Rabac do Mariboru prawie spełnił oczekiwania Prezesa EKL. Znany racjonalizator i usprawniacz swojej Warszawy V-ce Prezes KMSiW Roman w towarzystwie wielu rajdowiczów nerwowo szukał przyczyny niedomagania swojego pojazdu. Klimatyzacja, zagazowanie i szereg innych "usprawnień" (skundleń), doprowadziło do buntu jego bolidu. Wcześniej Prezes EKL zasilił prądem ze swojej Syreny jego Warszawę by raczyła odpalić. Strach przed lawetą, brak typowego akcentu muzycznego dla takich okoliczności i czysty przypadek sprawił to, że jednak ruszył na własnych kołach. Ale to były dobre złego początki.
Na trasie do Postojnej gdzie znajduje się największa w Europie jaskinia krasowa, w Syrenie nr 7 rozsypała się skrzynia biegów co zakończyło się wjazdem na lawetę.
24 kilometrowa Jaskinia Postojna robi niesamowite wrażenie. Ogromne sale, surrealistyczne przyścienne nacieki, skalaktyty i skalagnity, przytłaczający obraz ogromu i sił natury zapierał dech w piersiach. Dla tego co tam można było zobaczyć warto było jechać tyle kilometrów. Będąc w jaskini zmieniliśmy środek transportu na podziemną kolejkę, którą jazda robiła podobne wrażenie jak jazda Syreną na 2 biegu podczas szczytowania. Po wyjściu na parking ku ogólnemu zaskoczeniu ujawniono fakt skrywanego dotychczas uczucia, którym Syrena nr 9 pałała do wartburga 311. Pozostawiona na luzie Syrena zjechała po pochyłości parkingu i wpiła się swoimi "usteczkami" w buśkę Wartburga. Zakleszczone w gorącym pocałunku pojazdy udało się w końcu odseparować. Uszkodzenia okazały się niewielkie, choć załoganci Wartburga zaistniałą sytuacją nie byli zachwyceni. Do Prezesa EKL doszły słuchy o heroicznej walce samego Prezesa KMSiW Rafała z usterkami w jego Warszawie. Jednak obawa przed wjazdem na lawetę powodowała rozpaczliwe próby dalszej jazdy w kierunku Mariboru. Jazda w tym kierunku zaowocowała awarią zapłonu w Syrenie nr 8 Stefana co zaowocowało wjazdem samochodu na lawetę. "Wesa" się sprawdził lecz Prezes EKL był niepocieszony gdyż oba pojazdy w poprzednich rajdach były już na lawecie a ich załoganci są już członkami EKL. Zajęcie wszystkich miejsc na lawecie spowodowało wyczuwalny niepokój u jadących dalej na własnych kołach rajdowiczów, którzy zastanawiali się co będzie gdy im się coś przytrafi... W dalszej trasie w jednej z Warszaw uszkodzeniu uległ napinacz alternatora, jednak załoganci wiedząc, że miejscówki na lawecie są zajęte, na trasie naprawili powstałą usterkę. Po przyjeździe o godz. 21.00 na parking Hotelu Arena Maribor z ulgą stwierdzono, że są na nim wszystkie pojazdy. Od chwili przyjazdu na parking zaczęła się prawdziwa walka z czasem i sprawdzian solidarności rajdowiczów. Kolega Jurek Syrena nr 17 wymienił aparat zapłonowy w Syrenie Stefana. Wojciech, Michał, Radek, Geniu, Tomek, Łukasz przystąpili do wymiany skrzyni biegów w Syrenie Pawła. Prace polegające na wyjęciu silnika, skrzyni biegów i czynnościach odwrotnych do godz. 2 w nocy. Wielki szacunek dla tych którzy to uczynili. Bo my nie zostawiamy nikogo na trasie!!!
01.05.2026r Wszystkie pojazdy były na kołach co uczcił miejscowy wóz propagandowy, który przejeżdżając obok hotelu głośną muzyką przypominał wszystkim o Święcie Pracy. Z Warszawy nr 16 Andrzeja, również rozbrzmiewały godne tego Święta patriotyczne pieśni a w pobliżu Syreny Bosto czytano świąteczne czasopisma z okresu słusznie minionego. O godz. 8.00 wyruszyliśmy w 560 km odcinek naszego rajdu do Ołomuńca. Jechało się przyjemnie gdyż z uwagi na Święto na drogach nie było ciężarówek. Piękne okoliczności przyrody, wiosenna zieleń pól, ośnieżone szczyty Alp, wynagradzały trudy podjazdów i dynamicznych zjazdów w doliny. W czasie tak długiego przelotu w Syrenie Wojtka zerwał się pasek klinowy. W jednej z Warszaw pojawiły się problemy z paliwem i elektrykom. Prezes KMSiW Rafał z załogantem Adamem heroicznie walczyli z usterkami Warszawy. Widmo wjazdu na lawetę i zasilenia EKL dodawało im dodatkowych sił w przedmiocie usuwania kolejno następujących w Warszawie nr 11 usterek. W Warszawie nr 27 Karola zaciął się elektrozawór a u Andrzeja zaczął szwankować alternator, który wymienił na postoju. W trakcie jazdy w Syrenie nr 3 Darka zaczął wydawać podejrzane dźwięki silnik i po dotarciu do Ołomuńca w ciągu 2,5 godziny wymienił silnik na wieziony w bagażniku Syreny nr 20 Tomka (!). Czas wymiany silnika jest godny odnotowania w Księdze Rekordów Ginesa. Ponieważ wszystkie pojazdy zostały usprawnione rajdowicze udali się na obiadokolację w czasie której niektórzy z uczestników odstresowywali się zjadając ze szwedzkiego stołu więcej niż przewiduje norma i wyliczyli organizatorzy. Spowodowało to chwilowy gastronomiczny niedosyt u przeciwników długich kolejek, jednak kuchni udało się uratować powstałą sytuację. Ale to drobiazg bo po chwili zaczynało się uroczyste podsumowanie Rajdu i jego oficjalne zakończenie. Przemówił Prezes KMSiW Rafał w towarzystwie V-ce Prezesów Grzegorza, Romana, Marcina przeprosił Rajdowiczów za ewentualne niedociągnięcia oraz podziękował wszystkim uczestnikom za udział w Rajdzie. Głośną, długą owacją Rajdowicze podziękowali organizatorom za wspaniały Rajd i poświęcenie w trakcie jego organizacji i samego przejazdu. Następnie wszystkim załogom wręczono pamiątkowe statuetki. Odbiorcy statuetek i wszelakich nagród doznali zaszczytu wspólnych zdjęć z miłościwie panującym Zarządem Klubu.
Wręczono nagrody w następujących kategoriach:
Najpiękniejsze auto (głosowali Rajdowicze)
I miejsce - Syrena 103 - Michał Lisiecki
II miejsce - Warszawa 223 - Wojciech Kopta
III miejsce - Warszawa 204 - Aleksander Wolny
Pechowa załoga:
Paweł Pałka - Syrena 105L
Stefan Gurtatowski - Syrena 105L
Tadeusz Chudon - Syrena 104
Najstarszy kierowca:
Bogumił Sobiński - Polonez Caro
Najbardziej oryginalne auto:
Warszawa 223 - Wojciech Kopta
Najładniejszy klasyk nie będący Syreną ani Warszawą:
Volkswagen Golf 1 - Robert Pawlak
Pomocna załoga:
Adam Todorczuk, Joanna Połonczyk, Rafał Sadowski, Wojciech Gaweł Kucab, Wojciech Kopka, Michał Lisiecki, Radek Jarząb, Tomasz Frontczak, Łukasz Wesołowski "Wesa", Eugeniusz Wlekliński,
Puchar Prezesów:
Wojciech Nawrot - Syrena 105
Ostatnim punktem spotkania było przyjęcie do Klubu Miłośników Syren i Warszaw nowego członka, którym po odczytaniu przyrzeczenia oraz ochrzczeniu Miksolem przez Prezesa EKL został Daniel Gurtatowski, syn Stefana i Urszuli z Syreny nr 8. Korzystając z okazji w płomiennym przemówieniu Prezes zachęcał uczestników Rajdu do wstąpienia w przyszłości do Ekskluzywnego Klubu Laweciarzy. Rajdowy przykład Syren nr 8 i nr 7 niestety nie spowodował wzrostu ilości członków EKL. Tym akcentem zakończono oficjalną część zebrania i Rajdowicze udali się w celach integracyjnych w różne miejsca związane z City Inn Hotel Olomouc.
02.05.2026r. Nastał czas pożegnań, gdyż nie wszyscy wracali do oddalonej o 470 km Nekli a udawali się do bliżej lud dalej położonych miejsc zamieszkania. W trakcie drogi powrotnej nieudolne próby wstąpienia do EKL podjęli kolejni Rajdowicze, choć najbliższy tego zaszczytu był Prezes Rafał, najazdy na lawetę były już rozstawione.
W Nekli bohaterów tej pięknej i wymagającej wyprawy (przejechano ok 3000 km)powitały rodziny Rajdowiczów i sympatycy KMSiW za co im serdecznie dziękujemy!
W tym miejscu jeszcze raz należy serdecznie podziękować organizatorom, wolontariuszom, wszystkim którzy przyczynili się do realizacji XII Europejskiego Rajdu Syren i Warszaw Nekla -Pula 25.04 - 02.05.2026.
Byśmy zbyt szybko nie zapomnieli o naszej wyprawie z zagranicy zaczęli przesyłać mandaty i fotki naszych pięknych aut...
" VENI, VIDI, VICI "
Sławomir Jarząb
Prezes EKL
Organizatorzy
KMSiW






